Negatywne myśli – jak je pokonać?

Negatywne myśli są niechcianymi gośćmi. Wywołują w nas lęk, osłabiają nas, i niszczą. Chcielibyśmy
ich nie mieć, walczymy z nimi i za wszelką cenę usiłujemy się ich pozbyć. Wierzymy, że mogą nam
przynieść coś złego, dlatego nie chcemy ich mieć w swojej głowie. Paradoks polega jednak na tym,

że im bardziej usiłujemy o czymś nie myśleć, tym bardziej to do nas wraca. Może uda się na chwilę
odwrócić uwagę, przekierować ją na jakąś przyjemność, lecz po jakimś czasie myśli i tak wrócą.
Szczególnie w ciszy, nocą lub kiedy będziemy sami. Dlatego staramy się je zagadać, zajeść, zagłuszyć
gwarem rozmów lub strumieniem treści z mediów społecznościowych. To jest droga donikąd.
Zakazanie sobie myślenia o czymś jest przeciwskuteczne. Jeśli naprawdę chcemy jakoś uporać się z
negatywnymi myślami, to przede wszystkim potrzebujemy się na nie zgodzić – przyjąć je, jako część
naszego doświadczenia. W istocie są one odzwierciedleniem naszych potrzeb. Zapraszają nas do
tego, żebyśmy zmierzyli się z tym, czego się boimy i odkryli jakąś prawdę na temat siebie. Powinniśmy
raczej zaopiekować się potrzebami, które są pod spodem naszych mysi niż je wypierać.


Inną kwestią jest to, jak w niezdrowy sposób podchodzimy do naszych myśli. Mamy zwyczaj
wyolbrzymiać pewne rzeczy w naszej głowie. Nasze myśli są często zniekształceniem rzeczywistości,
jakimś przekrzywionym nieprawdziwym jej obrazem. Szczególnie negatywne myśli na własny temat –
odbierają siłę, pozbawiają nas godności, unieważniają nas. Nasze myśli o nas samych są niczym
trucizna. Kiedy kieruję do siebie zdanie pełne niechęci i krytyki, to pozbawiam się siły, obieram sobie
radość życia, jakby zamieram, choruję od tego. Nie jestem wtedy w stanie dobrze zaopiekować się
sobą, a co dopiero innymi. Trzeba więc bardzo dbać o jakość tego co sami do siebie mówimy, można
nauczyć się rozpoznawać zniekształcenia w naszym myśleniu i to uzdrawiać, prostować.


W jakim strasznym jesteśmy nieszczęściu, gdy wierzymy w zniekształcone, negatywne myśli o sobie
lub innych. Prowadzą nas one do rozgoryczenia i rozczarowania życiem. Uczmy się zdrowo
podchodzić do naszych myśli. Myśli to nie są fakty. Traktujmy myśli jak myśli, a nie jak fakty.
Może nie jestem w stanie zakazać sobie negatywnych myśli o kimś kogo nie lubię, może nie umiem
zakazać sobie krytykowanie siebie w myślach, martwienia się, ale mogę zacząć reagować na te myśli
w inny sposób niż dotychczas. Przede wszystkim – przyjąć je, przyjrzeć im się, skąd pochodzą, o jakiej
ważnej mojej potrzebie mówią oraz odpowiedzieć na nie w sposób pozytywny. Dać sobie prawo do
pojawienia się tych myśli, po to, żeby z nimi trochę podyskutować – może podważyć ich
prawdziwość, może poszukać argumentów przeciw tej myśli. Nie muszę unikać swoich myśli. Mogę
wejść z nimi w dyskusję, trochę podroczyć się, poszukać alternatywnych wyjaśnień. Mogę spróbować
mówić do siebie i o sobie z większą troską, większym współczuciem. Czy powiedziałbym do innych
słowa krytyki, które często kierują pod własnym adresem? Jak by to było być dla siebie mniej
surowym, a bardziej wyrozumiałym? Jakby to było pocieszać samego siebie, dodawać sobie otuchy,
zamiast się unieważniać?


Z pewnością praca z negatywnymi myślami wymaga pewnej dyscypliny wewnętrznej i wiedzy na
temat tego, co można robić, gdy zanadto się martwimy lub ciągle analizujemy przeszłość. Z pewną
pomocą przychodzi psychoterapia, ale nie tylko. Sami możemy na co dzień zatroszczyć się o to, by
karmić się pożytecznie spędzanym czasem, budującymi treściami i rozmowami, które to będą odbijały
się echem w naszych myślach. Szczególnie istotne momenty dnia – to poranek i wieczór. Musimy
wyzyskiwać ten czas dla siebie, na moment refleksji i budowania w sobie gotowości do przyjmowania
z akceptacją wszystkiego co przychodzi lub co się zdarzyło w ciągu dnia.

To, co zostanie zauważone, nazwane, przyjęte – nie jest już niszczące.
Dobrze jest też ujawnić przed kimś swoje negatywne myśli to co jest głośno nazwane,
wyciągnięte na powierzchnię, niejako wyjęte z mroku na światło dzienne – traci swoją niszczącą siłę.
Natrętne myśli są jak dzieci, które się dopominają uwagi. Dopóki tej uwagi nie dostaną, nie dadzą nam spokoju.

Autorką artykułu jest Marta Komorowska.