Historia

Wszystko co dobre zaczyna się od przypadku

Jest początek 2012 roku. Do niedawna jeszcze szczecinianka, młoda mama i psycholog wraca wściekła do domu poznańskimi ulicami, gdy pracodawca zmienił zdanie na temat zapotrzebowania na nowych pracowników.
„Koniec z podlizywaniem się, koniec z byciem zdaną na cudze widzimisię… zakładam własną firmę” – myśli Katarzyna Wozinska. Po drodze dostaje w antykwariacie tom ulubionych baśni, zagubionych w dzieciństwie. „O, na pocieszenie. Z góry”.

Złość do tego właśnie jest przeznaczona. Do uruchamiania energii, dawania kopa. Szybko pierwsza reakcja zamienia się w poważny namysł i zmaganie się z polską rzeczywistością gospodarczą. I tak na przykład spółdzielnia chce rzut geodezyjny działki, na której stoi blok, na 150 m. dookoła, by zgodzić się na zamianę kawalerki w gabinet… To jednak nic przy ważniejszych problemach: koncepcyjnych.

Skąd ta dusza?

Jaką firmę chce założyć? Taką, w której najbardziej chciałoby się pracować. A w jakiej? Firmie, której istnienie ma SENS. Która robi coś dobrego. Która stawia robienie tego dobrego ponad przyziemne cele. Jeśli psychologia – to z duszą. Jeśli z duszę – to z inspiracji wartościami chrześcijańskimi.

Nie rób tego, nie świruj! Nikt nie przyjdzie! Będą was kojarzyć z polityką… będą myśleli, że oceniacie ludzi albo że chcecie ich nawracać.
Fachowy zespół ds. marketingu ocenia: zły pomysł, za mało ludzi się z tym utożsamia w tym mieście.
Myślę sobie: jeśli mam coś robić, musi to mnie inspirować, być zgodne ze mną… jeśli mam chcieć to robić, to tak będzie. Jeśli będzie dobre, uda się.
Udało – i udaje.

Trzy chmurki na logo symbolizują łączenie w komunikacji, wielostronność, spotkanie międzyludzkie możliwe dzięki dobremu porozumieniu – i to nie w diadzie (ja i ty), ale w większej wymianie, systemie rodzinnym, dopuszczaniu do głosu i odnajdywaniu wspólnej płaszczyzny.

Osiem lat i jeszcze trochę

Zespół zaczął się od dwóch osób, które do dziś w nim trwają: założycielki Katarzyny Wozinskiej i terapeutki, trenerki Martyny Miziniak-Kużaj. Uwijałyśmy się jak w ukropie: własne doszkalanie, treningi, wykłady, ulotki, rozmowy, zlecenia badawcze, wreszcie to, co najważniejsze: przyjęcia. Na tym pierwszym etapie odbyły się nawet dwie edycje półkolonii psychologicznych. O Słowo otarło się wielu młodych, ambitnych ludzi, których dziś można spotkać w różnych częściach Poznania i nie tylko. Część z tych, którzy w Słowie otrzymali pierwsze know-how, założyła własne dobrze prosperujące – i co najważniejsze: godne polecenia – działalności terapeutyczne i edukacyjne.

Po dwóch latach z kawalerki na Jeżycach mogliśmy przenieść się na strych niedalekiej willi – i w tych nieco skrzypiących, ale klimatycznych warunkach rozszerzyć nasze usługi o neurologopedię oraz dietetykę. To tam w naszym zespole, w kolejnych latach pojawiły się nowe specjalistki: Krystyna Fiedler, Joanna Wiatr-Abramowska, Magdalena Hardt (wówczas jeszcze Pietrzak), Natalia Ligmann-Lubczyńska, Joanna Ernt. W międzyczasie można nas usłyszeć w Radio Emaus, nabieramy szlifów psychoedukacyjnych.

Rok 2016. Pojawia się szansa otwarcia filii w Szczecinie. Choć te dwa ośrodki to zupełnie inne ścieżki, inny skład zespołów, inne wnętrza, zestaw orientacji terapeutów: od początku Monika Norko o orientacji psychodynamicznej, niedługo później Magdalena Rypina o orientacji poznawczo-behawioralnej, pracująca z PTSD. Stopniowo w ośrodku robi się coraz przytulniej. Tu również powtarza się nasza przygoda z inspirującymi osobami, które wyszły później w świat. Z czasem dołączą do nich kolejne osoby: Zuzanna Sołtysiak-Tomczak – specjalista od dzieci, Natalia Szala – psycholog z kompetencjami neuroterapeutycznymi.

Tymczasem w poznańskim Słowie zrobiło się ciasno, strych przestawał być uroczy, gołębie coraz mocniej dawały się we znaki… W 2017 roku nastał czas kolejnej przeprowadzki, tym razem z Poznańskiej do dzisiejszej siedziby na ulicy Chociszewskiego 21/6. Nasz zespół nabiera kształtów, pojawia się kolejny terapeuta poznawczo-behawioralny: Joanna Oliwiecka (wtedy Jurga), pracujące w nurcie integratywnym: Teresa Piszczała-Nowak i Ewa Kaleta. Odbywa się cykl zajęć grupowych dla dzieci pracujących nad problemami ze złością.

Od roku 2019 rozpoczęła z nami współpracę osoba oddelegowana tylko do zadań organizacyjnych: Martyna Piepiórka, która pomaga nam ogarnąć ogrom spraw, jakie się pojawiają w toku pracy tak rozbudowanego zespołu. Obecnie Słowo to około 2 000 wizyt rocznie… Niedawno pokonaliśmy wyzwanie pierwszego rzutu pandemii, przenosząc naszą działalność całkowicie na wizyty online, obecnie wróciliśmy częściowo do gabinetów, rozszerzając zespół o psychodietetyka Joannę Rumińską. Co będzie dalej? Pokaże czas.

A co z warsztatami?

Nie rezygnujemy z naszych trenerskich kompetencji, choć z czasem stają się one raczej drugim zawodem: praca terapeutyczna i konsultacyjna jest po prostu porywająca. Niemniej nasz zespół to całkiem duża reprezentacja trenerów, przygotowanych do prowadzenia warsztatów i szkoleń. Pracujemy z różnymi grupami: od dzieciaków, poprzez nastolatki, pary, dorosłych, w tym rodziców. Osiem lat to kolejne setki godzin szkoleniowych, od dietetyki przez psychologię po seksuologię.

Wartości mówią: sprawdzam

Czy sprawdziły się obawy osób, które odradzały Słowu odwołanie do wartości? Bynajmniej. Co zaskakujące, do naszego ośrodka trafiają po prostu ludzie – z całym wachlarzem trosk i życiowych sytuacji, jaki można mieć. Życie dostarcza sytuacji skomplikowanych, wieloznacznych – jakie jest dobre rozwiązanie?

Specjaliści, którzy wszyscy odnieśli się pozytywnie do „kręgosłupa” ośrodka – są autonomiczni, z możliwością sprzeciwu sumienia. Jedni nazywają nasze stanowisko neutralnym, inni: wielostronnym, grunt, że jest po prostu solidne. Żadnych czarów, żadnych nagłych wolt ideologicznych, czy prób przypodobania się „bieżączce”. Solidna, profesjonalna praca, w której klient czy pacjent i jego historia są priorytetowe. Dużo wzajemnych konsultacji i dyskutowania rozwiązań podczas wspólnych superwizji, do tego superwizje zewnętrzne. Nie narzucamy się z własnym światopoglądem, ale szerokie ramy odniesienia naszych specjalistów sprawiają, że także osoba wierząca, nauczona stronniczości specjalistów gdzie indziej, może czuć się tu bezpiecznie, rozmawiać otwarcie o tym, co dla niej ważne i być zrozumiana.

Wartości w organizacji odzywają się dobitnie tam, gdzie nasz zespół bujnie się rozwija… rodzinnie. Prowadzenie biznesu opartego na możliwie bliskich, szczerych relacjach między pracownikami, którymi są ambitne, młode kobiety silnie zorientowane na rodzinę oznacza, że… przeżyliśmy już niemało ślubów, mamy już niemal 30 dzieci – i liczba ta stale rośnie. Ta spójność z wartościami realizuje się w wymagającej niesamowitej akrobatyki elastyczności w zarządzaniu, dopinaniu końca z końcem, ale też radości, że nasze grono buduje na mocnych fundamentach. I zwyczajnie wiemy, o czym rozmawiamy…